Posts Tagged ‘science – fiction’

Tytuł: „Metro 2033”

Autor: Dmitrij Głuchowski

Wydawnictwo: Insignis

Liczba stron: 592

Ocena: 9/10

„Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła.”
(Chan)

Wyobraźcie sobie, że wszystko co znacie nagle przepada. Nagle znika zielona trawa, znikają słońce i niebo, a zamiast świeżego powietrza wdychacie stęchliznę. Nagle świat, który znaliście przestaje być dla was przyjaznym miejscem; musicie być czujni na każdym kroku i uważni w podejmowaniu decyzji, a wybór macie niewielki – albo się przystosować albo zginąć.

Właśnie taką post-apokaliptyczną wizję świata serwuje nam Dmitrij Głuchowski w swojej powieści „Metro 2033”. Muszę przyznać, że z owym autorem zetknęłam się po raz pierwszy całkiem niedawno i prawdopodobnie nigdy bym o nim nie usłyszała, gdyby nie zbieg okoliczności. Jako ciekawostkę, mogę napisać, że Głuchowski zaczął tworzyć wyżej wymienioną powieść już jako nastolatek, zamieszczając jej fragmenty w Internecie. Dzięki pomocy internautów książka w końcu ujrzała światło dzienne i trafiła do księgarń na całym świecie, odnosząc wielki sukces.

„Metro 2033” to opowieść o post-nuklearnej Moskwie i o losach jej mieszkańców. W skutek kolejnej wojny ze znanego nam świata nie pozostaje praktycznie nic. Wszystko zostaje zniszczone przez bomby atomowe i silne promieniowanie. Z powierzchni ziemni znikają zwierzęta, roślinność; ich miejsce natomiast zajmują zmienione przez promieniowanie potwory: zmutowane psy, ptaki, rośliny. Silne promieniowanie zabiło również bądź zmutowało większość ludzi, a ci, którym udało się przeżyć, szukają schronienia w moskiewskim metrze, które jednocześnie jest największym na świecie schronem atomowym.

Jednak moskiewskie metro nie można nazwać „domem”, który kojarzy nam się ze spokojem i bezpieczeństwem. Jest to miejsce być może tak samo nieprzyjazne, jak świat pozostawiony na górze, ponad nim.

Głównym bohaterem książki jest młody chłopak, Artem, urodzony jeszcze na powierzchni, poza korytarzami metra. Artem ze świata sprzed wojny pamięta niewiele, głównie swoją matkę – która musiała oddać go w ręce ojczyma – są to jednak raczej skrawki wspomnień.Chłopak wychowuje się  w niebezpiecznych korytarzach metra, gdzie każda stacja tworzy swoje własne państwo – miasto, swoje prawo, swój system władzy i przekonań. Tutaj każdy stara się przetrwać kolejny dzień za wszelką cenę – woda, herbata, papier toaletowy, broń i naboje są towarami deficytowymi. Jednak brak żywności i podstawowych artykułów codziennego użytku to nie jedyne zmartwienie mieszkańców stacji. Metro jest bowiem regularnie nawiedzane przez istoty wdzierające się do wewnątrz z powierzchni ziemi, ale również przez zadżumione, olbrzymie zmutowane szczury i dziwne humanoidalne istoty, nazywane „czarnymi”. Przeżycie choćby jednego dnia z pewnością nie jest łatwym zadaniem.  Dlatego też, gdy stacja WOGN jest coraz częściej atakowana przez czarnych, Artem decyduje się szukać pomocy na drugim końcu metra. Jednak wyruszając w podróż, nie zdaje sobie sprawy ile niebezpieczeństw czeka go po drodze ze strony mutantów, ale również ludzi zamieszkujących inne stacje. W ten właśnie sposób jesteśmy wciągnięci w wir wydarzeń wraz z głównym bohaterem.

Co tak naprawdę moim zdaniem urzeka w powieści? Zdecydowanie klimat. Jest to jeden z największych plusów tej historii, bowiem mogę uczciwie przyznać, że nie spotkałam się jeszcze z książką, która tak szybko wciągnęłaby mnie w swój wir. Sam pomysł przedstawienia świata po zagładzie nuklearnej jest dość intrygujący, ale umieszczenie akcji w ciasnych i ciemnych korytarzach metra, gdzie każdy szmer i odgłos zdaje się podejrzany okazał się, moim zdaniem, strzałem w dziesiątkę. Mamy dzięki temu mieszankę horroru z science – fiction, zaprawioną szczyptą surrealizmu. Z każdą przeczytaną stroną dosłownie wsiąkamy w świat metra i jego mieszkańców, dzielimy ich obawy i nadzieje, wręcz słyszymy niepokojące głosy, które słyszą i mieszkańcy.

Drugim, bardzo ważnym, plusem książki jest sam świat przedstawiony po wybuchu bomb. Nagle to nie powierzchnia ziemni jest domem ludzi, ale jej podziemia. Ciasne, zdające się wić w nieskończoność metro jest teraz domem i schronieniem setek ludzi. I mimo że nie jest to miejsce przyjazne ludziom, to – być może wyda się to dziwne – traktują je oni jak swój dom, gotowi bronić go za wszelką cenę.

Ludzie, pozbawieni światła,muszą przywyknąć do wiecznej ciemności. Muszą nauczyć się żyć bez podstawowych artykułów spożywczych, odżywiają się głównie grzybami i tym, co zdołają wyhodować na swoich stacjach. Broń, naboje do pistoletów, latarki – te przedmioty nagle okazują się najważniejsze, nikomu nie są dłużej potrzebne pieniądze. Dolary, euro, marki, złotówki, wszystko to traci znaczenie w obliczu zagłady.

Podziemia metra okazują się miejscem, gdzie ścierają się różne przekonania i ideologie. Główny bohater trafia na faszystów, komunistów, kapitalistów. Ma do czynienia nawet z satanistami. Każda stacja metra to oddzielne państwo – miasto, w którym przestrzegane jest inne prawo, władza jest sprawowana w różny sposób, a ludzie – chcą czy nie chcą – muszą się do tego przystosować.  Artem zaś trafiając w coraz to różne miejsca, analizuje zachowanie drugiego człowieka bądź sposób sprawowania władzy, poznaje nową „rzeczywistość” i niejednokrotnie zmienia swoje przekonania.

Książka napisana jest lekkim, przyjaznym językiem dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko. Akcja rozbudowana z rozwagą – nie nudzi czytelnika, zaś staranne opisanie szczegółów sprawia, że naprawdę bardzo szybko zaczynamy wierzyć w ten nowy, post-apokaliptyczny świat. Z jednej strony powieść przedstawia historię świata po zagładzie, z drugiej serwuje nam wizję antyutopijnej rzeczywistości, w której wszyscy muszą wegetować, wątpiąc coraz bardziej w poprawę swojej sytuacji i w której los bardzo okrutnie sobie ze wszystkich drwi.

Podsumowując, uważam że jest to książka dla każdego, ponieważ znajdziemy w niej odrobinę horroru i akcji, ale nie zabraknie również głębokich przemyśleń i nostalgii. Świat ukazany w „Metrze 2033” różni się od świata znanego nam na co dzień, bowiem pod ruinami metra kryje się nie tylko zwątpienie i bezsilność, ale również strach, nienawiść, okrucieństwo – a to współczynniki, które –wydaje mi się – są pociągające dla większości z nas. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję również dlatego, że może być ona przestrogą dla wielu ludzi i być może zmieni sposób postrzegania świata i tego, co nas otacza.

Reklamy