Posts Tagged ‘literatura polska’

Tytuł: „Wampir z M-3”

Autor: Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 332

Ocena: 8/10

„- Coollenowie? – zaciekawiła się Gosia. – Kto to?

– Zasrani rzeźnicy! – burknął Xawery. – Lepiej, żebyś nigdy ich nie spotkała. Wampiry sadyści! Wysysają nie ludzi, ale niewinne zwierzątka! Szczeniaczki, kotki, jagniątka, sarenki (…) Ohydni kłusownicy!”

Chyba każdy z nas spotkał się w ostatnim czasie z falą książek, filmów i seriali o bladolicych nieumarłych wysysających krew, czyli wampirach.  Jesteśmy zasypywani kolejnymi produkcjami bądź powieściami w stylu „Zaćmienia” czy „Pamiętników Wampirów”.  Jeden z moich ulubionych polskich pisarzy również poczęstował nas – kolejny poniekąd raz –  (nie) mrożącą krew w żyłach historią o wampirach, w dodatku o wampirach żyjących w ciężkich czasach PRLu. Ale z radością muszę przyznać, że Gośce Bronie, głównej bohaterce, daleko naprawdę do Belli Swan.

Andrzej Pilipiuk jest dość znanym polskim pisarzem i to pisarzem, którego powieści są naprawdę godne polecenia. Każdy, kto przeczytał  „Czarownik Iwanow” i poszukuje równie pokręconego poczucia humoru i nieprawdopodobnych wydarzeń, może śmiało sięgnąć po jedną z jego kolejnych książek – „Wampira z M-3”.

Oto na wstępie poznajemy Gośkę Bronę, nastolatkę wychowaną w realiach PRLu. Nastolatka, jak to nastolatka – lubi ładnie wyglądać, spędzać wakacje za granicą i wzdychać do plakatów Limahla. Wszystko się jednak zmienia w momencie, gdy Gośka dowiaduje się o zdradzie swojego chłopaka, który  jak się okazuje spotykał się z nią, aby zdobyć uznanie jej ojca. Mająca dość tak nędznego życia, Gosia popełnia samobójstwo, na złość wszystkim.

Jakie jest jej zdziwienie, gdy po paru miesiącach budzi się w rodzinnym grobowcu, nie bardzo wiedząc co tak właściwie się stało. Zasnęła, śni na jawie? Wizyta u najbliższej rodziny szybko rozjaśnia sytuację. Gosia, z powodu deficytu na prawdziwy czosnek, zostaje potraktowana czosnkiem granulowanym i dubeltówkę przez własnych rodziców. Zdziwiona, ale już pewna swojej przynależności do świata umarłych, ucieka w popłochu na ulicę, gdzie poznaje ślusarza, wampira Marka. Szybko zostaje przyjęta do nowej społeczności i ze spokojem odkrywa istnienie nie tylko krwiopijców, ale i innych bardziej lub mniej żywych dziwadeł. Wraz z nową rodziną Gosia przeżywa coraz to nowe przygody i perypetie, dzięki którym odkrywa, że życie wampira z PRLu różni się niesamowicie od mrożących krew w żyłach filmów czy książek, z którymi się spotkała. Nie dość, że ludzka krew smakuje teraz gorzej, a jedwab na pelerynę można dostać tylko za dolary, to i moc wampirza jest jakby nie taka znów niesamowita. Ot, nie oddychają, nie pocą się, nie muszą jeść i pić. Ale gdzie te wszystkie niezwykłe moce, którymi każdy szanujący się wampir powinien dysponować?! Gruchotanie kości nieszczęśników jedną ręką, znikanie we mgle, szybkość i sprawność, zamienianie się w nietoperze!

Ano okazuje się, że na przełomie lat wampiry zapomniały jak używać swoich specjalnych mocy, dlatego ani gruchotanie kości, ani znikanie we mgle, a już tym bardziej zamiana w nietoperze specjalnie im nie wychodzi. Dlatego też głównym zadaniem krwiopijców staje się odnalezienie starożytnej księgi, która owe moce pomoże im zgłębić i przywołać na nowo. Niestety, zadanie nie jest łatwe ponieważ nasza grupa bladolicych jednocześnie musi stawić czoło ubecji, partii, nowo powstałemu Wydziałowi Z jak Zabobony, mającemu za zadanie walczyć ze wszystkim co odbiega polityce, wszelkim kapusiom i cinkciarzom oraz grupie szturmowej działającej na  rzecz Kościoła, ze stojącą na jej czele babcią Adelajdą. Do tego dochodzą przygody z innymi stworami. Eh, czy życie wampira nie jest skomplikowane?

„Wampir z M-3” miał być odpowiedzią na wszystkie lepsze bądź gorsze historie o wampirach, zalewające nas niczym fala powodziowa i pozostawiające często – jak to po powodzi – zawieruchę i zamęt. Bywają hisotrie trafione, po których mamy uczucie pokrzepienia, ale nie okłamujmy się, większość tych opowiadań powstaje jedynie po to aby napędzać machinę z pieniędzmi i aby powielać wzorzec. „Wampir z M-3” to zupełna nowość.

Z kolejną przeczytaną stroną, mamy wrażenie, że autor w karykaturalny i zabawny sposób naśmiewa się i jednocześnie rozprawia z ostatnio często występującym zjawiskiem, tzw „edwardomanią”. Wyobraźmy sobie bowiem rodzinę Cullenów przeniesioną nagle do swojskiej Warszawy, nękaną przez ubecję i kupującą jeansy w Pewexie… w dodatku pozbawioną swoich mocy. Cóż, Edward nie wyglądałby już tak czarująco prawda? Za to niewątpliwie przyprawiłby nas o ból brzucha ze śmiechu, co też zapewnia książka pana Pilipiuka. Cięty humor, riposty głównych bohaterów i ich dziwne i wcale nie takie zwykłe (w końcu nie zawsze ma się szansę zostania wampirem!) przygody, sprawiają, że całą historię pochłaniamy bardzo szybko.

Bohaterowie są bardzo realni, można wręcz rzec – żywi (jak na ironię losu). Nie ma postaci nudnych czy niedopracowanych, każdy pojawiający się bohater zapada w pamięci i przede wszystkim zdobywa naszą sympatię. Pomysł z osadzeniem wampirów w realiach PRLu jest bardzo trafiony, natomiast połączenie różnych nurtów kulturalnych, mitologicznych czy legendarnych sprawia, że książka staje się mieszanką wybuchową. Muszę też zaznaczyć, że przyjdzie nam się spotkać nie tylko z wampirami, ale również z wilkołakiem Gregiem czy mumią egipskiego kapłana Hefi,czyli w języku tubylców poczciwym Heńkiem. Znajdzie się też coś dla fanów motoryzacji, bowiem legenda Czarnej Wołgi jak się okazuje, wciąż jest żywa.

Wszystko byłoby pięknie ładnie, gdyby nie wrażenie, że akcja nie zostaje do końca rozbudowana. Niby poszukujemy księgi wraz z wampirami, ale w połowie książki poszukiwania te ustają. W dodatku nie ma jakby wyraźnie zarysowanych celów, do których dąży akcja, książka wydaje się być opowiadaniem, w którym przewijają się świetne postaci. Tylko że postaci te błądzą trochę bez celu po kolejnych kartkach, a czytelnik błądzi wraz z nimi.

Mimo jednak tego, polecam tę książkę wszystkim fanom fantasy, szczególnie tym, którzy wyjątkowo polubili tematy związane z wampirami. Książka bowiem, poza drobnymi mankamentami, wciąga, bawi (powinnam dodać edukuje :)) i zapewni nam rozrywkę na te coraz to zimniejsze wieczory. Zdecydowanie lektura lekka, odprężająca, z dużą dawką inteligentnego, trochę ironicznego humoru.

Reklamy