Posts Tagged ‘kryminał’

Tytuł: „Dziewczyna z sąsiedztwa”

Autor: Jack Ketchum

Wydawnictwo: Papierowy księżyc

Liczba stron: 307

Ocena: 10/10

„Wydaje ci się, że wiesz co to ból?”

(David)

Muszę przyznać, że Jack Ketchum to autor, z którego książkami spotkałam się po raz pierwszy przy czytaniu „Dziewczyny z sąsiedztwa”, większą styczność miałam raczej z filmami opartymi na jego dziełach. Jednak jestem zadowolona, że miałam okazję zetknąć się z tym pisarzem.

Sam autor zanim zaczął pisać, imał się wszelkich zawodów. Jak mówi informacja zawarta na okładce, pisarz zajmował się swego czasu aktorstwem, był też piosenkarzem, nauczycielem i sprzedawcą. Jednak to pisanie właśnie przyniosło mu największą sławę, a spośród jego powieści aż cztery doczekały się przeniesienia na taśmę filmową. Wydaje mi się, że twórczość pisarską Jacka Ketchuma idealnie podsumował Stephen King – „Kto jest najbardziej przerażającym facetem w Ameryce? Prawdopodobnie Jack Ketchum”. Po lekturze „Dziewczyny z sąsiedztwa” jestem skłonna mu uwierzyć.

Historia mogłaby się wydawać banalna, gdyby nie udział dzieci. Oto mamy jedną z dzielnic wielkiego miasta, na której to wszyscy sąsiedzi doskonale się znają. Ich dzieci bawią się ze sobą codziennie, wszyscy znają się prawie od zawsze, nikt nie fatyguje się zamykaniem drzwi na klucz w obawie przed włamaniem. Ponieważ jest to jedna ze spokojniejszych ulic, poza tym któż mógłby chcieć okraść sąsiada?

Mamy też głównego bohatera, Davida. David jest zwyczajnych chłopcem wychowujących się w latach 50. XX wieku. Jak przystało na dwunastolatka interesują go gry, wesołe miasteczka, dziewczyny; pociąga to co zakazane – papierosy, piwo i Playboy. David zna okolicę na pamięć, a z dzieciakami mieszkańców wychowywał się od dziecka. Wydaje się, że jego świat jest taki sam jak świat każdego z dzieciaków mieszkających po sąsiedzku. Jednak wszystko zmienia się diametralnie w momencie, gdy do domu jego najlepszego przyjaciela wprowadzają się dwie siostry, Meg i niepełnosprawna Susan. Dziewczyny straciły rodziców w wypadku samochodowym i trafiły pod opiekę jedynych krewnych, Ruth Chandler i nastoletnich jej synów – Woofera, Williego i Donny’ego. Od tego momentu życie dziewczynek zmienia się w prawdziwy koszmar, ale najgorsze, najbardziej szokujące zdarzenia mają dopiero nadejść. A najgorsze będziemy widzieli właśnie oczami Davida…

Wszystkie opinie na temat książki, z którymi się dotychczas spotkałam, krzyczą: przerażająca, straszna! A mnie nie pozostaje nic innego jak się z tym zdaniem zgodzić. Śmiało mogę powiedzieć, że w życiu nie czytałam niczego tak przerażającego. Mimo że książeczka wygląda niepozornie i cała akcja mieści się jedynie na 300 stronach, to historia poraża. Jesteśmy bowiem świadkami czegoś okrutnego, tego jak zwykli ludzie potrafią przerodzić się w bestie bez uczuć. To tak jakby oglądać przepoczwarzanie się motyla znów w larwę, w obrzydliwą, ohydną, odpychającą larwę, którą z pewnością jest Ruth, opiekunka dziewczynek.

Normalna rodzina nagle staje się katem dla dwóch dziewczynek, których winą jest jedynie fakt, że są kobietami. Że są młode, piękne, pełne życia. To wystarczy, żeby rozjuszyć Ruth i wywołać w niej nienawiść do przybyszów, co gorsza zaraża ona tym uczuciem własne dzieci i dzieciaki sąsiadów. Wszyscy zamieniają życie niewinnych, bezbronnych dziewczynek w piekło, czerpiąc z tego chorą radość i przyjemność. Przerażające i zwalające z nóg jest to, że mnóstwo osób wie o cierpieniu Meg i jej siostry, wiele osób wie co dzieje się za murami domu, w ciemnej i śmierdzącej piwnicy, a mimo to zupełnie nikt nie reaguje, nikt nie próbuje pomóc nastolatkom. Jednak jeszcze bardziej przerażający jest fakt, że wszystkich obrzydliwych czynów dopuściły się  nastoletnie dzieciaki pod wodzą Ruth.

Myślę, że warto przybliżyć tu sylwetki głównych bohaterów, ponieważ od momentu przeczytania książki, nie mogę przestać zadawać sobie pytania: jak mogło dojść do tego wszystkiego? Wydaje mi się, że odpowiedź tkwi w postaci Ruth. Na początku mamy wrażenie, że Ruth jest swego rodzaju wyrocznią dla dzieciaków z sąsiedztwa, że im imponuje. Pali, przeklina, częstuje dzieci piwem, rzucając przy tym porozumiewawcze hasło „To zostaje między nami!”, imponuje również Davidowi, który mnóstwo czasu spędza w jej domu. Wyraźnie widzimy, że ma ona wielki wpływ na ludzi. Jednak coś zmienia się w Ruth po zetknięciu z dziewczynkami. Staje się wobec nich agresywna, nienawistna, wulgarna, pozostając przy tym nadal dawną Ruth dla „swoich” dzieciaków. To ona daje przyzwolenie na torturowanie dziewczynek, ona zachęca dzieci do wyrządzenia krzywdy nastolatkom. Sprawia jej to wyraźną przyjemność, w dodatku kieruje nią chora myśl, że dziewczęta są skalane, brudne, że myślą wyłącznie o seksie, że powinna je za to karać, aby wyrosły na porządne osoby. Wydaje się jej, że wyświadcza tym przysługę dziewczynką, w rzeczywistości jednak sprawia im ból, cierpienie. Ruth z biegiem akcji zmienia się coraz wyraźniej – zaczyna nią kierować prawdziwa złość, brutalność, agresja. Nie jest już zupełnie tą osobą, którą wszyscy znali, zmieniła się. Mimo to dzieciaki tego nie widzą i wypełniają każde jej chore życzenie, każdą wizję.

Z drugiej strony mamy Davida i Meg. David przez bardzo długi czas jest obserwatorem, bierze bierny udział we wszystkim, co spotyka siostry. Nie może zrozumieć dlaczego targają nim sprzeczne uczucia, w końcu dorosły na wszystko to dał swoją zgodę, a dorosły zawsze wie najlepiej. A oni są przecież tylko dziećmi, więc skoro dorosły na to pozwala, zachęca, to ich czyny wcale nie są takie złe. Poza tym przecież to Ruth, którą tak dobrze zna. Owszem, lubi czasem zakląć siarczyście i częstuje go piwem, ale przecież nigdy  nie chciała nikogo skrzywdzić, to tylko Ruth. Chłopak próbuje usprawiedliwić wszystko, co się dzieje wokół niego. Odcina się od tego, gdy sumienie coraz bardziej daje o sobie znać, gdy dochodzi do głosu poczucie winy i tego, że jednak dzieje się coś złego. Chłopakiem targają sprzeczne uczucia – z jednej strony  darzy Meg nieśmiałym uczuciem, lubi ją, z drugiej wmawia sobie, że Meg musiała coś zrobić Ruth, skoro ta tak się na nią „zdenerwowała”. Dopiero z biegiem czasu i z coraz to wymyślniejszymi torturami, chłopak zaczyna rozumieć, że coś jest nie tak, że tak naprawdę nie znał nigdy Ruth i jej synów, że są obcymi mu bestiami. Czy David pomoże Meg i Susan? Przez większą część książki towarzyszyła mi złość nie tylko na Chandlerów, ale przede wszystkim na Davida, na jego bierność, na fakt, że nigdy nikogo nie zawiadomił o przestępstwie, choć widział wszystko. Pod koniec jednak te uczucia znikają. Na całe szczęście.

Megan i Susan. Nastolatki po przejściach, straciły rodziców, poważnie ucierpiały po wypadku, w dodatku musiały przeprowadzić się i przenieść do domu nieznanej krewnej. Mimo że nie sprawiały kłopotów nowej rodzinie, instynktownie wyczuwały, że coś jest nie tak, że nowa rodzina ich nienawidzi. Nie mogły pojąć dlaczego, jaki jest tego powód. Mimo cierpienia jakiego doznawały każdego dnia, były silne i nieugięte, dumne. W dodatku miały siebie, jedyne o co warto było walczyć. Kiedy przyglądałam się temu, jak siostry się o siebie martwią, jak wzajemnie o siebie dbają w tym piekle, naprawdę czułam wzruszenie. I podziw. Podziwiałam to, jak bardzo były ze sobą blisko, że nie obwiniały jedna drugą o całą sytuację, nie wyładowywały się na sobie, łączyło je czyste uczucie – siostrzana miłość, która gotowa była znieść wszystko.

Chciałabym też zwrócić uwagę na dzieciaki, które brały udział w „dziele” Ruth. Otóż od zawsze jestem zdania, że to rodzice w większej mierze kształtują charaktery swoich dzieci, że to jacy jesteśmy zawdzięczamy wychowaniu. Ta książka niejako potwierdza moją opinię. Mamy garstkę dzieci, które z jednej strony są pozostawione sobie, jak David. Jego rodzice są zbyt zajęci własnymi problemami, rozwodem. W efekcie tego chłopiec izoluje się i uodparnia na rzeczy „złe”, buduje mur między sobą a rzeczywistością. Mamy też inne modele rodzin, jak na przykład rodzina Eddiego i Denise, gdzie główne skrzypce grał ojciec awanturnik, bijący bez opamiętania żonę i dzieci, czym doprowadził do wrzącego w nich gniewu i bestialstwa. Jest też rodzina zagorzałych katolików, którzy życzą śmierci każdej „puszczalskiej” dziewczynie i uważają, że matka ma święte prawo przyłożyć swoim dzieciom. To właśnie chore poglądy rodziców sprawiają, że dzieci wypaczają rzeczywistość, są pozbawione empatii i współczucia.

Muszę przyznać, że czas spędzony nad lekturą „Dziewczyny z sąsiedztwa” uważam za spędzony produktywnie. Książka poruszyła mną do głębi, wywołała, sprowokowała cały wachlarz emocji – od nienawiści, do współczucia, po satysfakcję. Jesteśmy świadkami narodzin zła, bezradności ofiary, nadejścia sprawiedliwości. Dzięki zabiegom autora jesteśmy świadkami całego zdarzenia,na które patrzymy oczyma nastoletniego Davida, jesteśmy tylko biernymi obserwatorami, co doprowadza niemal do szału. Brak tu zbędnych opisów i postaci, ważna jest historia i jej uczestnicy.

Naprawdę polecam tę książkę tylko osobom o mocnych nerwach, ponieważ muszę przyznać się do tego, że momentami musiałam odłożyć ją na półkę. Ogrom przemocy, brutalności i cierpienia po prostu przytłaczał, sprawiał że chodziłam w posępnym nastroju nawet sobie nie zdając z tego sprawy! Rzeczywiście mocna, przerażająca, pozostająca w pamięci – tak opisałabym tę historię.

Myślę, że książka dowodzi tezie, że to właśnie człowiek jest największą, najstraszniejszą bestią zamieszkującą Ziemię.

A jako ciekawostkę, zachęcam do przeczytania tego, jest to historia prawdziwej dziewczyny z sąsiedztwa, na podstawie której powstała książka Jacka Ketchum’a: Prawdziwa Dziewczyna z Sąsiedztwa