11. – „Szeptem” Becca Fitzpatrick

Posted: 29 stycznia 2012 in Recenzje
Tagi: , , , ,

Tytuł: „Szeptem”

Autor: Becca Fitzpatrick

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 325

Ocena: 3/10

„– Vee, zechcesz towarzyszyć mi do toalety?
– Nie możesz iść sama?
– Planowałam iść sama, ale byłoby cudownie, gdybyś poszła ze mną.
– Dziewczyny, skąd wam się to wzięło? – odezwał się Elliot, obdzielając nas uśmiechem. – Słowo daję, jeszcze nie spotkałem takiej, która by mogła iść do toalety sama. – Pochylił się do nas i szepnął konspiracyjnie: – Możecie mi to zdradzić? Dam wam po pięć dolców, serio. – Sięgnął do tylnej kieszeni. – A jak mnie tam wpuścicie i załapię, o co biega, dam nawet po dysze.” [Elliot]

Jako że ostatnio rekordy popularności biją książki z gatunku paranormal romance, to też większość autorów współczesnych kieruje się tym wyznacznikiem, tworząc historie poświęcone związkom normalnych ludzi z wampirami, wilkołakami, duchami, zombie oraz wszystkim tym, co nosi znamiona  nienormalności i para-psychiczności. Oczywiście przyszła też kolej na anioły, a żeby było bardziej dramatycznie – upadłe anioły.

Historia zaczyna się znajomo. Poznajemy szesnastoletnią Norę – przeciętną dziewczynę z rozczochranymi włosami i postępującą anemią, mieszkającą w małej miejscowości, również do bólu normalnej. Nora wraz z najlepszą przyjaciółką uczy się w liceum, gdzie, na lekcji biologii, poznaje tajemniczego i przystojnego Patch’a, który wyraźnie jest nią zainteresowany. Wkrótce po poznaniu chłopaka, Norę zaczynają spotykać dziwne, trudne do pojęcia i jeszcze trudniejsze do wyjaśnienia rzeczy. I choć nastolatka nie ma pojęcia dlaczego wszystko to przydarza się właśnie jej, jest niemal pewna, że z Patchem coś jest nie tak i że ma on coś wspólnego z całym tym zamieszaniem.

Cóż, jak wiele osób się pewnie domyśla, sięgnęłam po tę książkę głównie ze względu na bardzo pozytywne opinie, które zebrała na wielu blogach oraz portalach internetowych. Niestety książeczka nie do końca trafiła w moje gusta. Prawdę mówiąc rozminęłyśmy się o całe lata świetlne. Być może spowodowane to jest faktem, że naście lat skończyłam już dawno temu i być może wyrosłam już z książek tego typu, a być może nawał książek o takiej tematyce zupełnie mnie zniechęcił.

Główna bohaterka, Nora, okazała się anemiczną, połykającą żelazo w zatrważających ilościach niezdecydowaną nastolatką. Raz bowiem twierdzi, że uwielbia ryzyko i tajemnice, by zaraz oznajmić, że ona nie będzie brała udziału np. w śledzeniu kogoś. Spontaniczność tej osoby widocznie popełniła harakiri i aby upewnić się, że nigdy nie zmartwychwstanie, skoczyła dodatkowo z dziesiątego piętra wprost pod nadjeżdżający pociąg. Do tego dochodzi jeszcze uderzające podobieństwo do bohaterki popularnej sagi „Zmierzch” czy też „Dary anioła” oraz niesamowita wręcz ignorancja ze strony nastolatki. Tak z grubsza opisałabym Norę.

Kiedy w końcu dobrnęłam do momentu, gdzie kwestia Patcha jest dłuższa niż dwa zdania, byłam pełna nadziei, że okaże się on rzeczywiście kimś tajemniczym, a jednocześnie odpychającym i przyciągającym. O, jak się bardzo pomyliłam! Co prawda postać Patcha nie wywoływała już skrętów żołądka, ale nie znaczy to wcale, że był godny poświęcenia uwagi. Właściwie to, nie licząc paru kwestii, Patch pojawiał się w książce sporadycznie, po to tylko aby obronić Norę przed niebezpieczeństwem albo aby ponaigrywać się z jej wyglądu. Muszę też przyznać, że zupełnie nie rozumiem (najwyraźniej nie załapałam tego momentu) w jaki sposób Patch i Nora się w sobie zakochali. Na resztę postaci szkoda mi czasu oraz miejsca, choć gdy zastanowiłam się dłużej, to doszłam do wniosku, że jedyną, naprawdę fajną postacią była przyjaciółka głównej bohaterki, Vee Sky.

Cała książka dziwnym trafem przypominała mi „Zmierzch” (choć to już może moja paranoja) i nie mogłam się powstrzymać przed porównywaniem obu historii. Nie dość, że Nora, tak jak Bella, była bardzo przeciętną dziewczyną uczęszczająca do szkoły średniej, to w dodatku swego paranormalnego ukochanego również poznała na lekcji biologii! Czy Amerykanie naprawdę przykładają do tego przedmiotu aż tak ogromną wagę, czy może jest to jakiś umowny znak, z którego istnienia zwykli śmiertelnicy nie zdają sobie sprawy? Być może biologia i zjawiska paranormalne wręcz się przyciągają? Oczywiście – jak na szanującą się książkę dla młodzieży – nie może zabraknąć wątków przyspieszających bicie serca. Oto Patch, na wzór Edwarda, ratuje dzięki nadprzyrodzonym zdolnościom bezbronną Norę przed śmiercią.

Ciekawe wydało mi się również przedstawienie postaci. Nora bowiem wpasowała się w kategorię „szarej myszki, rozchwytywanej przez wszystkich przystojniaków w okolicy”, jej przyjaciółka Vee Sky  dostała kategorię „naiwnej i mało inteligentnej ale zabawnej” i dziwnym trafem przypominała serialową Monę z „Pretty Little Liars”. Patch natomiast to  kategoria „próbuję być tajemniczy”, a Marcia, najgorszy wróg dziewcząt to „zło wcielone”. Najbardziej rozśmieszyło mnie podejście właśnie do postaci negatywnych, które zostały przedstawione wręcz karykaturalnie jako płytkie, tępe, nijakie; ich próby przebiegłości wywoływały jedynie uśmiech politowania.

Sama fabuła też nie wzbudziła zachwytu. Ot, mamy nastolatkę, która próbuje żyć normalnie po śmierci ojca. Codziennie uczęszcza do lokalnego liceum wraz z przyjaciółką, aż tu nagle spotyka Patcha, którego raz postanawia unikaj, raz pcha mu się w ramiona. Oczywiście zaraz okazuje się, że Nora jest potomkinią anioła, a Patch teoretycznie jest jej śmiertelnym wrogiem. W dodatku irytowały mnie niesamowicie niedociągnięcia. W pewnym momencie jest mowa o tym, że Nora nie może zbyt późno wracać do domu. W następnym dziewczyna znika na prawie całą noc, jest świadkiem morderstwa staruszki, następnie ląduje w motelu z prawie obcym chłopakiem, a co na to jej opiekuńcza matka? Chyba zapomniała, że ma córkę. Albo historia końcowa, gdy Nora odkrywa ciało w szkole. Gdybym ja znalazła ciało kogoś znajomego, to najprawdopodobniej dostałabym zawału na miejscu. Nora natomiast jakby ledwie zdobyła się na łzy. Cóż, jak to określiła Vee Sky – powoli zmierzamy do krainy To-Całkiem-Bez-Sensu.

Początkowo wydawało mi się, że książka jest po prostu zwykłą, lekką opowiastką dla nastolatek. Z czasem jednak przekonałam się, że historia jest nie tyle co nudna, ale nijaka i mimo tego, że została napisana łatwym i przystępnym językiem, to musiałam zmusić się do jej dokończenia. W dodatku odniosłam wrażenie, że od początku do mniej więcej połowy opowieści, autorka wyraźnie nie miała pomysłu zarówno na akcję, jak i na dialogi między bohaterami. Pod koniec nareszcie udało się jej utworzyć coś na kształt dynamiki, a zdarzenia posypały się jedno po drugim.

Naprawdę rzadko zdarza się, że zniechęcę się do książki tak bardzo, ponieważ jestem raczej tolerancyjna jeśli chodzi o twórczość pisarską i przebrnę niemal przez wszystkie twory literatury, ale ta książka była dla mnie nie do pokonania. Nie rozumiem zupełnie idei tworzenia czegoś na wzór innych popularnych książek, tylko po to aby wstrzeliło się to w aktualnie popularny kanon lub temat. Szczerzę nie cierpię książek bazujących na popularności innych książek. Ani to oryginalne, ani ciekawe.  Za to mogę przyznać, że zdecydowanie jest to najsłabsza książka jaką miałam okazję czytać do tej pory (aż strach pomyśleć ile jeszcze części tej książki powstanie). Dlatego też, z ręką na sercu, polecam tę książkę tylko i wyłącznie miłośnikom gatunku, ewentualnie fanom sagi „Zmierzch”, choć nie jestem pewna czy i ci docenią opowieść pani Fitzpatrick.

Reklamy
Komentarze
  1. kasandra_85 pisze:

    O widzisz… Czytałam całą trylogię i w sumie mi się podobała;)
    Pozdrawiam!!

  2. miqaisonfire pisze:

    Jestem całkowicie zaskoczona Twoją recenzją! Czytałam sporo pozytywnych opinii o tej serii, dlatego tym bardziej byłam ciekawa Twojego punktu widzenia. Myślę, że mimo wszystko przeczytam przynajmniej pierwszą część i zobaczę jaki wywrze na mnie wpływ. Jednak całkowicie się z Tobą zgadzam, że nie widzę sensu, gdy autorzy tworzą coś na wzór innych, jednocześnie starając się by to było w jakiś sposób unikalne.

  3. Klaudia pisze:

    Zgadzam się z Twoimi słowami na temat tego, że nie rozumiesz tego, dlaczego każdy autor pisze na popularny temat.
    Hmm… Mnie szeptem się całkiem podobało. Takie 3/5, druga część była już trochę gorsza, a trzeciej jeszcze nie przeczytałam.
    No cóż, nie każdemu musi się podobać to co podoba się innym :}

  4. cyrysia pisze:

    Czytałam ,,Szeptem” bardzo dawno temu, kiedy tylko miała swoją premierę i osobiście byłam pozytywnie nastawiona do tej książki i tak tez ją odebrałam.

  5. Miravelle pisze:

    Czytałam kiedyś „Szeptem”,ale było to dawno i już nie do końca pamiętam,ponieważ nie była powieścią,którą można zapamiętać. Ale z tego co wiem,mnie się nawet podobała;)

  6. Mery pisze:

    No, no. A mówią, że seria taka świetna. Cóż, zastanowię się jeszcze nad nią.

  7. Larysa pisze:

    No jestem w szoku, jest to jedna z pierwszych tak niskich recenzji na temat „Szeptem”. Ja szczerze polecam ją każdemu, a tu takie cuś…ale jak to mówią, sa gusta i guściki:)

  8. Dosiak pisze:

    Bardzo rzetelna i humorystyczna recenzja 🙂 Co do książki to nie skuszę się na pewno. Czytałam sagę „Zmierzch” i paranormalnych romansów w tym gatunku więcej nie zdzierżę. Pozdrawiam 🙂

  9. makiwara pisze:

    Ja Ci chyba zacznę podsyłać niegodne uwagi tytuły, coby potem z uciechą czytać, jak godzisz w ich wyimaginowane ego!
    Wiedziałam, że to wcale nie tak dobre, jak mówią, wiedziałam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s